Wąwóz

Nałęczów przez tydzień złaziłem we wszystkie strony ale zapomniałem, że są tam wąwozy, całe dwa, albo jeden rozwidlony. Póki łaziłem po płaskim terenie, źle nie było ale do tego wąwozu idziesz stromo pod górę. W sobotę poszedłem sam na zwiady. Dotarłem, przeszedłem z 15 metrów i zwątpiłem. Stwierdziłem, że puls mi skacze a tam żywej duszy i nawet karetką nie wjedziesz, bo drogi nie ma i w ogóle błoto i zgniłe liście.

W niedzielę zajęć nie ma więc postanowiłem uderzyć jeszcze raz tym razem w obstawie kolegi z pokoju. We dwóch na raz nie padniemy. Tym bardziej, że on był po operacji i nie miał zawału tylko pękła mu aorta. Tak więc szczęściarz bo serce ma sprawne. W połowie drogi jest rozwidlenie. Można iść prosto gdzie jest to dystans dwa razy większy niż jak skręci się w prawo. Więc skróciliśmy wycieczkę i skręciliśmy. No krócej było ale pod koniec okazało się, że podejście jest strome. Musiałem robić przystanki. Puls do 120 i stawałem. Na szczęście szybko mi spada więc wydolność mam dobrą. Na samej gorze zobaczyliśmy jakieś domki pozbijane z desek. Z daleka wyglądały jak domki na moich rodzinnych działkach. Okazało się, że są to apartamenty w drzewach. Oglądałem kiedyś program o tym na hgtv. Niezły pomysł i ceny. Teraz już było tylko z górki. 

Wieczorem mój lokator coś mówił o programie na polsacie, no ale w telewizorni szpitalnej niestety go nie ma. Dwie wielkie satelity na dachu a programów na palcach ręki można policzyć. Ustawiony w telewizorze jest tryb hotelowy, więc nic zbytnio nie można zrobić. Ale, zawsze można zresetować jakoś odbiornik do ustawień fabrycznych. I cyk! Kombinacja klawiszy na pilocie i wszystko szlak trafił. Automatyczne wyszukiwanie nic nie dało. Cisza a raczej szum w eterze. Trochę zrobiło mi się głupio bo kolo zapłacił za tv a tu nic nie ma. Ja to tam na komórce oglądam. Okazało się, że trzeba wszytko ręcznie dostrajać na odpowiednich parametrach. Kombinacji trochę było i niestety tyle kanałów co było jest i basta. Uff.